Kochani, znacie te sytuacje kiedy robicie coś tysiąc razy-próbując komuś delikatnie przekazać, aby robił tak samo, a za tysiąc-pierwszym ta osoba "ODKRYWCZO-wpada na pomysł",że można tak robić?? :D

 

Za czasów podstawówki, gdy ktoś coś perfidnie odgapił-rzeczywiście to było wnerwiające, ale teraz- wręcz czeka się-aby ktoś WRESZCIE zaczął papugować! Np. takie wrzucanie skarpet do kosza na pranie,a nie na podłogę, prawda? :D Albo zamykanie drzwi nim pięćdziesiąty piąty raz w nie wejdę po omacku..
Takie tam "drobiazgi" :D

I cóż, jeśli mowa o małżeństwie/ relacjach damko-męskich, mądra kobieta zawsze będzie działać na męską podświadomość bo przecież nie ma większego strzału w kolano niż otwarcie skrytykować męskie działanie! :D Wtedy to już raczej nigdy nie doczekamy się efektu :D No cóż... :D

Wybaczcie Panowie, ale w Wy ten upór to chyba wysysacie z mlekiem matki :D Oczywiście- za to Was także kochamy! Tak jak Wy kochacie nasze kobiece "muchy w nosie" pt. "DOMYŚL SIĘ!".
No tak, nudno by było gdyby przeciwieństwa się nie przyciągały.. Gdyby kobiety i mężczyźni nie byli tak różni ! :)

Idąc dalej,

Czasami krzyk nic nie daje. Trzeba tysiąc razy wrzucić skarpety za męża/syna/współlokatora żeby za tysiąc pierwszym zrozumiał,że "o! do kosza też można wrzucić".

Brzmi znajomo ? :) Tak, tak wszędzie jest tak samo! :D 

 

W każdym razie- ostatnio- przykład z mojego ogródka. 

W mieszkaniu jest jedno okno, które mimo, że nie jest największe, to robi zasadniczą robotę w kwestii wpuszczania do mieszkania światła.

Najpierw sto razy mówiłam,aby odsłaniać zasłonę, ponieważ w przeciwnym razie, właśnie przez to konkretnie okno, w mieszkaniu jest efekt nory.

Nic.

Myślę sobie, czas na praktykę.

Trzysta razy NIC NIE MÓWIĄC, odsuwałam zasłonę, pokazując, że ta głupia szmatka robi naprawdę ogromną robotę. Dzięki temu, wszyscy mieszkający mieli szansę dostrzec różnicę między oświetlonym mieszkaniem, a mieszkaniem-ciemnią. 

Od dostrzeżenia różnicy do reakcji jest już niedaleka droga, ponieważ umysł sam przyjmuje co jest lepsze, co ładniejsze,przyjemniejsze itd. i chce to mieć. Zaczyna tego szukać, dążyć do przyjemnego efektu.

 

Ale najpierw musi to dostrzec... :)

 

Dlatego praktykowałam czynność tak długo, aż wszyscy przywykli do jasnego wnętrza. Gdy któregoś dnia z braku czasu, zostawiłam nieodsuniętą zasłonę- okazało się,że to już NIE WCHODZI W GRĘ,aby ona przysłaniała okno w ciągu dnia. 

Posiadanie lepszego efektu, skłaniało do czynu. NARESZCIE ! :D

Co więcej- przychodzę do mieszkania i pada tekst od osoby, która tego dnia odsłoniła zasłonę "ej ale odsuwajcie tę zasłonę bo to naprawdę nie jest dużo roboty, a w mieszkaniu zasadniczo inne światło". Stoję jak słup soli, a tu zaraz do mnie "patrz jak tutaj można fajnie zaczepić żeby zasłona nie opadała". Oczywiście zaczepiałam tak dzień w dzień, sama wpierw robiąc ten haczyk bo zasłona uporczywie się osuwała.... No tak, ale co ja się będę odzywać- najważniejsze,że działanie zostało "zaszczepione" i przyjęte! :D

 

Co wynika z tej anegdoty? 

Kochani, z naszą relacją z Bogiem jest tak samo jak z tą zasłoną. 

Z początku, zupełnie nam nie przeszkadza czy zasłona jest rozsunięta czy tez odsłania okno.. Przechodzimy obojętnie tysiąc pięćset razy obok jej istnienia i nie dostrzegamy potrzeby, aby odsłonić rolety. Bez różnicy.. Z zasłoną czy bez, z Bogiem czy bez..

Dzięki łasce Boga, Jezus odsłania dla nas okno (to duchowe rzecz jasna), abyśmy mogli zobaczyć, iż jest coś więcej niż tylko obojętność... że tak naprawdę POTRZEBUJEMY światła! Że to jest dla nas piękniejsze, sprawia, iż czujemy się znacznie lepiej!

Kochani, jeśli pozwolimy oświetlić się Bożym światłem, wówczas sami zaczniemy szukać tych promieni. Właśnie w tym tkwi zasadniczy szkopuł, abyśmy któregoś dnia sami zaczęli "dostarczać sobie" tego światła, abyśmy odsuwali zasłony, odpychali grzech i burzyli bariery dzielące nas od Pana.  Co więcej! abyśmy dodatkowo czerpali z tego własną radość, czuli się w tym działaniu odkrywczo a'la "patrz jaki tutaj fajny haczyk"- mimo,że był tam od zawsze! W Piśmie Świętym ciągle napotykamy te "haczyki" i odkrywamy je na nowo-- jeśli tylko zdecydujemy się wpuszczać do serca Słowo-Światło..

Kochani, w tej anegdotce jest tez dalszy przekaz.

Jeśli Jezus pozwoli nam zrozumieć co dla nas oznacza takie Światło, musimy zacząć dla innych odsłaniać zasłony! I co więcej! musimy robić to z cierpliwością. 

Wiecie dlaczego? 

Ponieważ gdybyśmy odsłonili zasłonę raz, albo dwa- sądząc, że to jednak nie działa- wówczas nikt, by nie poszedł w te ślady i nigdy nie zaczął odsuwać własnej zasłony..

Co gorsze- po chwili to my byśmy się przyzwyczaili do efektu nory i nauczylibyśmy się żyć w ciemności.. 

Cierpliwość, pokora, posłuszeństwo- to są cechy osoby, która pragnie nieść Chrystusa ludziom! Kochani, pozwólmy się oświetlić Bożemu Światłu! Światłu radości, miłości, przebaczenia, pokoju...

 

Duchu Święty, Ty bądź naszymi Promieniami i rozgrzewaj serca do działania! Abyśmy ogniem w nas rozpalonym, pociągali innych, abyśmy tym ogniem ich rozniecali w miłości do Boga, żeby i oni zaczęli nieść dobro i pokój Chrystusa! Amen.

 

Z Bogiem! 

 

"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9)"