Miałam dzisiaj taką myśl.. :) Zaraz o niej opowiem, ale na początku jedno piękne zdanie. Niech będzie uwielbiony Bóg w Trójcy Świętej! :) Na wieki wieków:) 

Amen!

No to startujemy :D 

Oczywiście wiadomym jest, że najlepszymi aktorami jesteśmy my wszyscy, a nie wykwalifikowane gwiazdy kina. 

Dlaczego tak mówię?? :) Otóż z nimi jest wszystko jasne- grają. 

Z nami niekoniecznie. Nie zawsze wiadomo kiedy próbujemy cisnąć ściemę, kiedy uśmiechamy się mimo ściskającego gardła z żalu, czy wypowiadamy radosne słowa- jednocześnie wbijając paznokcie w dłonie ze złości..

Gra pozorów, maski zakładane jedna po drugiej- odpowiednio do sytuacji. 

Oklepane tematy, wiem wiem.

Ale dziś pomyślałam, że to właśnie te ukrywane myśli są najlepszym wykładnikiem nas samych. Naszych faktycznych intencji, dobroci, szlachetności.. Określają jak radzimy sobie z zazdrością, zawiścią, z zaawansowanym sędziowaniem i ocenianiem innych...

Choćby cały świat nam uwierzył- siebie nie możemy oszukać. A przynajmniej celem tego wpisu jest nawoływanie, aby NIE CHCIEĆ siebie oszukiwać. 

Po co? Jaka z tego korzyść?- bynajmniej jakakolwiek duchowa. 

Dowiadywanie się gdzie jest w nas jakiś brak, jest jedyną szansą, aby go wypełnić i zmienić w nadbudowaną zdolność! 

Brzmi świetnie ! :)

       Nie wypowiadamy potężnej ilości myśli, które starannie selekcjonujemy i przesiewamy sitem moralności oraz kultury osobistej. To niby oczywiste bo przecież na tym to wszystko polega, by nie pleść wszystkiego co ślina na język przyniesie. 

Ale nie mylmy taktu z nieszczerością.

Teoretycznie nie krzywdzimy nikogo samą myślą (prócz siebie, szarpiąc własną duszę), lecz co by było gdyby każda myśl miała nieodwołalną moc sprawczą? Każda zła myśl raniłaby tak mocno jak silna by była, a  dobre i szczerze myśli, działałyby realne dobro?

Właściwie uważam, że poniekąd tak jest- myśli są zapalnikami do tworzenia rzeczywistości, ale dziś wyjątkowo intensywnie podkreślam ich moc- dla uzyskania dobrej wizualizacji tego co przyszło mi do głowy :) 

Idąc dalej,

A co by było, gdyby rzucane w kogoś myśli, trafiały centralnie w nas? 

Ktoś mądry kiedyś powiedział, że bliźni są naszym lustrzanym odbiciem. Tak więc cokolwiek w to odbicie rzucimy, właśnie do nas się przyklei. (nawiasem mówiąc- dodając do tego karmę i inne zależności "nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe"- prawdopodobnie ten bumerang wróci wzmożony pięciokrotnie :D )

Kontynuując,

Ta teoria- choć wg mnie słuszna- może brzmieć nieco egoistycznie. Obawa przed rykoszetem, to nie jest jedyny powód, dla którego nie powinniśmy obrażać innych .. Najważniejszym powodem jest fakt, że w każdym drugim człowieku jest Jezus. Ukryty wraz ze swoją boską cząstką ofiarowaną każdemu z nas.

I teraz pytanie- Jak możemy siebie określić w obliczu zaproponowanej teorii? 

Ile na co dzień wyrządzamy zła, a ile niesiemy dobra? To nieprawda,że tylko mimika twarzy czy mowa ciała określają kim jesteśmy..

Owszem, prościej jest nie analizować własnego, dogłębnego "ja". Ale może jednak warto?

A może nawet trzeba? :) 

Chociażby po to, aby faktycznie zmierzyć się ze swoim lustrzanym odbiciem.

Zastanówmy się dzisiaj ile razy nasze myśli tworzą złowrogie wyrazy, krytyczne i niesprawiedliwe oceny, łatwe osądy i przykre komentarze..

... a ile jest rzeczywiście ciepłych i serdecznych myśli o innych..?

Może czas zadbać o tę dziedzinę siebie? :) Kontrolować rozum, aby nie przegadał do serca:)

Nie bójmy się negować swojej osoby, bo tylko szczera krytyka może nas pchnąć do przodu..

Nie jesteśmy krystaliczni i to jest oczywiste, ale oczywiste jest także to, że możemy wykazać wolę, aby z dnia na dzień było lepiej i lepiej :) 

Nawołuję i trzymam kciuki za Was, natomiast za siebie proszę o jedną Zdrowaśkę! 

Właśnie w tej intencji.. mi też daleko do bycia Aniołkiem, a chyba wszystkim nam zależy, aby trafić do Nieba <3 :D

Niech Dobry Bóg pozwala nam osiągać coraz to lepszą formę nas samych!!!:) Amen.

 

"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9)"