W dzisiejszym czytaniu jest mnóstwo kwestii, które bardzo możliwe – uchwycą w swoich kazaniach księża.
Dlatego, aby nie młynkować pewnych rozważań, chciałabym jedynie wyszczególnić jeden fragment z czytania J 3, 14-21
Otóż jest to następujące zdanie:

„Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Ależ właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław imię Twoje!”

To zdanie jest TAK PIĘKNE, że aż słowa grzęzną w gardle.
Gdy wyobrażam sobie lęk człowieka, który wie, że musi umrzeć…
i to umrzeć w sposób brutalny i męczeński…
wówczas dochodzi potęga tego zdania „cóż mam powiedzieć? (...) właśnie przyszedłem na tę godzinę”

Cudowna pokora i ŚWIADOMOŚĆ własnego powołania - życzę tego wszystkim poszukującym sensu istnienia...

Ale dlaczego o tym mówię?

Otóż, ta pokora Jezusa względem Bożego zamysłu jest godna uwielbienia!
Bo ile razy tak było… ILE RAZY życie przynosiło trudną sytuację i trzeba było coś na nią odpowiedzieć.
Obrać stanowisko...
A ja co?
Gdy tylko dusza doznawała lęku, PIERWSZE CO, padałam na kolana i z rączkami złożonymi wołałam
„Panie wybaw mnie”.
Zawsze unik, zawsze tak silna obawa o to co doczesne...
Jakby co najmniej Pan Bóg nie potrafił wszystkim pokierować, jakby pewne elementy mojego życia - w moim wówczas mniemaniu - wypadały Mu z rąk...
Bzdura.
Niemniej zwykle tak jest, że pierwsza myśl na widok zagrożenia to... przywołanie ratunku…

Jezus przeżywa właśnie taki moment, gdy czuje zbliżające się zagrożenie. Zatrwożona dusza, pragnienie uwolnienia...
Zbawiciel - w obliczu tych przykrych uczuć - chciałby znów poczuć wewnętrzny pokój! To takie oczywiste i takie ludzkie...
Ale Jezus wie, że nie może wołać o ratunek. Nie w momencie, gdy zbliża się TA GODZINA.
Lęk przeszywa Go na wskroś... ale Jezus go nie wypiera.
Tym samym - zwróćmy uwagę - Pan nie potępia strachu. SAM GO PRZYJMUJE! 
Ale uczy nas postawy, która strach POKONUJE.
Nie "NIWELUJE" - bo przecież Jezus cały czas się bał - ale pokonuje.
Jest to postawa, która ukazuje coś SILNIEJSZEGO NIŻ LĘK. Postawa PONAD LĘK.
Chrystus wie, że trwoga która Go dosięga, nie jest momentem błagania o litość.
On prosił Ojca wiele razy i o różne łaski, ale nie teraz...
To jest TEN CZAS, w którym rozsławi się imię Boga poprzez cierpienie.
Postawa, którą więc Jezus pokazuje mówi jasno. PONAD LĘKIEM JEST MIŁOŚĆ.
Pragnienie, by ZAWSZE objawiała się Boża chwała. Bez względu na to, jaka jest do tego droga.

Myślę dziś o różnych sytuacjach swojego życia…
Zastanawiam się jak by się one potoczyły, gdybym choć raz powiedziała
„Boże, lękam się – ale NIECH DZIEJE SIĘ po Twojej myśli, niech rozbłyśnie Twoja chwała!”
Cóż, gdy spojrzę wstecz, gdy wspomnę na swoją dawną relację z Bogiem,
widzę tylko dość przykre podejście. Czyli uznawanie Boga za „maszynę do spełniania życzeń”.
Jest źle „więc pomóż”, jest fajnie – mogę o Tobie zapomnieć.
„Boże napraw to”, „Panie zmień tamto”… ważne żeby mi było dobrze
I wiem, że wszelkie gdybanie nie ma sensu "co by było, gdybym wtedy umiała powiedzieć TAK".
Ale nie o gdybanie chodzi, bo przecież każda z minionych chwila i każde doświadczenie było potrzebne.
Ono utrwalało wiarę i miłość do Boga.
Bardziej smuci mnie coś innego. 

Otóż zwróćmy uwagę, że gdy dosięga nas cierpienie i wołamy o pomoc – wówczas również objawia się Boża chwała.
Gdy Chrystus faktycznie nas wybawia i całe cierpienie nas omija... Jego Moc się przejawia w cudowny sposób!
I tak! To także jest piękne! Znam mnóstwo sytuacji, gdy Stwórca wysłuchując próśb, przymnożył Swojej Chwały!
Dusze tonęły w zachwycie i wdzięczności... Stawały się wierne i potrafiły Boga uwielbić.
Oddać Jemu chwałę. Należytą tylko Jemu! Nie swojej sile... bo jej bez Boga nie ma.
...
I tutaj wracam do tej przykrej myśli, o której wspomniałam...
Bo - mimo mojej ówczesnej nieporadnej relacji ze Stwórcą, 
koniec końców  pomyślny obrót w sprawie, był niczym innym jak działaniem Boga i Jego objawionej Chwały.
Lecz szkopuł w tym, że...  rzadko kiedy wspomniałam sobie, aby Mu za to podziękować.
Czyli aby dopuścić do siebie OBJAW BOŻEJ CHWAŁY.
Aby się nim zachwycić... 

Gdy wołamy o pomoc, oczekując wybawienia - i je otrzymujemy - wówczas, ABY ODDAĆ BOGU CHWAŁĘ,
MUSIMY PRZYZNAĆ, ŻE WŁASNIE ON NAS UWOLNIŁ.
W trudnych doświadczeniach postawa "przyjęcia kielicha" bądź "wołanie o pomoc" stają się niemal równomierne,
gdy znajdują punkt wspólny. Czyli moment, gdy obie te postawy potrafią WYDOBYĆ BOŻĄ CHWAŁĘ.
Jezus nie neguje lęku, gdyż Sam się bał,
mówi do nas "proście a otrzymacie", sugerując że o wybawienie też możemy wołać,
pokazuje słowa "Twoja wola Panie, przyjmę kielich", w których zawsze nas umacnia...
Ale to, co ciągle jest najważniejsze - we wszystkich doświadczeniach - to pragnienie Bożej Chwały.

Puentując,
Pięknie jest wydobyć z siebie okrzyk „Panie, niech będzie Twoja wola. Wypiję swój kielich”.
Ale jeśli nie potrafimy tego wykrzyczeć, a prosimy o obłaskawienie – prośmy by w tym uwolnieniu RÓWNIEŻ objawiła się tylko Boża Chwała.
Najpełniej jak to możliwe.
I co najważniejsze, obyśmy NIGDY NIE ZAPOMINALI DZIĘKOWAĆ!
Obyśmy nie odbierali Bożych darów jak należności, która nie wymaga oddania Bogu chwały!
Choćby w modlitwie, choćby w czynie Miłosierdzia względem drugiego człowieka.
Czy wypijesz swój kielich, czy wymodlisz litość – NIECH W TYM WSZYSTKIM OBJAWI SIĘ BOŻA CHWAŁA!

Bóg jest MOCĄ i nie ma większego niż On!
Cokolwiek Cię spotyka – On jest ponad tym!
Zwróć się do Niego i ze wszystkich sił, pragnij Jego chwały!
A stanie się Boża wola, stanie się tak, jak Bóg dla Ciebie uznał za NAJLEPSZE.
I okaż swą wdzięczność! Bo cokolwiek się dzieje, ON JEST Z TOBĄ!

-z Bogiem!

"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9)"