Na wstępie genialne słowa z Pisma Świętego, które w piękny sposób pokazują CZYM JEST jedność w Chrystusie -
co niesie za sobą wiara w Tego, który dla nas umarł i Zmartwychwstał...
Jak jednoczy Duch Święty tych, którzy przyjęli Ewangelię.

"Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich, którzy uwierzyli.
Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne.
Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa,
a wielka łaska spoczywała na wszystkich."

Ten opis brzmi jak pokój sam w sobie! - jak pełnia rozradowania w Duchu Świętym!
Aż by się chciało ZAWSZE czuć to samo... tą lekkość duszy i odseparowanie od lęków i pojawiających się niekiedy obaw.

Ale wracając do tematu niewiernego Tomasza...
Tak dobrze znana nam historia:

"Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: "Widzieliśmy Pana!" Ale on rzekł do nich: "Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę"

Kochani, gdy ostatnio czytałam ten fragment dosiegła mnie myśl...
Gdzie był Tomasz gdy zabijano Jezusa? Czy naocznie widział jak przybijali Zbawiciela do krzyża? Czy widział jak Jezus był katowany i składany do grobu?
Nie...
Nie było go tam - tak jak nie było go w Wieczerniku kiedy Zbawiciel ukazał się Apostołom.
Niemniej w śmierć Jezusa uwierzył - mimo, że jej nie widział, a w Zmartwychwstanie nie potrafi uwierzyć - bez okazanych dowodów...

Czy to kwestia "prawdopodobieństwa"? - czyli niewierny Tomasz uznał za bardziej prawdopodobne, że faktycznie rozwścieczony tłum
mógł zabić Jezusa, a mało prawdopodobne jest, by człowiek powstał z grobu?
To zastanawiające, że ci sami świadkowie mówią "zabili Go" - i Tomasz wierzy a później ci sami mówią "ukazał się, zmartwychwstał" 
i Tomasz potrzebuje dowodów...

Kochani napisałam wyżej "zastanawiające" - bo właśnie nad tą postawą się zastanowiłam.
Bo czy i my nie przyjmujemy postawy niewiernego Tomasza?
Mimo, że jesteśmy przy Chrystusie - niekiedy przyjmujemy tylko to, co wydaje się nam bardziej prawdopodobne...
Szukamy faktów, badamy źródła naukowe, doszukujemy się tego, co można potwierdzić o istnieniu Zbawiciela...
Ale gdy później ten sam Kościół co potwierdza Całun Turyński, mówi że "w Komunii jest Chrystus"... mamy opory.
Chcielibyśmy aby Jezus się objawił - stanął przed nami - aby na ołtarzu dokonał się cud... aby przelała się znów woda i krew...
Chcemy "włożyć palec" w to, co nie możemy pojąc rozumem...

I mimo, że Tomasz później uwierzył...Niestety musiał usłyszeć prawdę o sobie.
"Uwierzyłeś bo zobaczyłeś" - powiedział Jezus.
Pojawia się w tym zdaniu zależność. Uwierzyłeś BO zobaczyłeś...
Chcesz tego, Przyjacielu? Chcesz aby i Ciebie dotyczyły te słowa?
Chcesz jakiejś zależności, która musi się wydarzyć, abyś wreszcie przyjął Jezusa za Króla?
Co musi się stać, abyś dał wiarę w to, co się wydarzyło dla Twojego zbawienia?

I przyjdzie dzień, gdy Jezus wyciągnie przez Tobą dłonie... Pokaże Ci dowód swojej śmierci.
Ale czy warto całe życie spędzić na takich "badaniach naukowych"i szukaniu dowodów Zmartwychwstania?
Czy warto odgradzać się od wiary w to, co tak cudowne?
Brak wiary wyniszcza człowieka... I na to dowody są! Widać to po osobach wypłukanych z miłości...
widać to po duszach zanurzonych w grzechu, duszach cierpiących bez Boga...

Uwierz! Uwierz w to co już wiesz i uwierz bezwarunkowo!

A poczujesz jedność w Chrystusie, którą opisuje Pismo Święte!
Właśnie to - Pismo Świete - potraktuj jak DOWÓD!
Jak wyciągnięte dłonie Jezusa, który mówi "dotknij"
DOTKNIJ PISMA ŚWIĘTEGO - wejdź w nie i wprowadź w życie!
A zobaczysz, że właśnie ten dotyk -  Prawdy Biblii - odmieni Twoje życie!

Ślę błogosławieństwo ! 
-z Bogiem

"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9)"