Dzisiejsze czytania są nie tylko piękne, ale przede wszystkim pełne pokrzepienia!

Bardzo mnie porusza analiza poniższych fragmentów Pisma Świętego :) 
Przeczytajcie:
  
„Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami.
Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak zwierzchnicy wasi.
A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków (…)
Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone". (Dz 3,13-15)

A następnie czytamy:

„Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika u Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego”
(1J 2, 1-5)

Te fragmenty są nadzieją dla nas – grzeszników – którzy upadamy znacznie częściej niż sobie tego życzymy,
a także niekiedy – zwłaszcza po cięższym upadku – dosięga nas kryzys i wpadamy w długie otępienie.
Wewnętrznie palimy się ze wstydu na myśl ponownego błagania o przebaczenie…
Nie czujemy się godni Ojcowskiego Miłosierdzia, dlatego często decydujemy się aby „odczekać”.
Jest nam źle, a decyzją "odseparowania się od Boga" jedynie pogarszamy sprawę.
Często czujemy tak wielki zawód – sobą i swoją słabą „silną wolą” -  iż niekiedy
porzucamy trwanie przy "Świetle" Chrystusa.
Łatwiej jest bowiem żyć, nie widząc swoich wszystkich niedoskonałości...

Niemniej Pismo Święte napomina i daje nadzieje!
Przyjacielu! Zgrzeszyłeś? Nie uciekaj, nie bój się, nie odpuszczaj! Masz rzecznika u Ojca! Podnieś się i ufaj Jego Miłosierdziu!
I jasne, słowa Pisma nie oznaczają, że Biblia namawia do wyrafinowanego „korzystania” z dobroci Boga.
W żadnym wypadku nie możemy grzeszyć i bez chęci poprawy – biec na rozmowę z Ojcem, by za chwilę znów zgrzeszyć bez skrupułów
i chociażby próby odepchnięcia nadciągającej pokusy...  
Musimy być wytrwali w staraniach i ze wszystkich sił próbować zachowywać Boże przykazy.
Jako Dzieci Boże musimy znać swojego Ojca! I nie tylko „znać” – czyli wiedzieć, że istnieje, ale ZNAĆ – czyli wiedzieć KIM JEST i JAKI jest…
Czytamy w Biblii „Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania.
Kto mówi: "Znam Go", a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy.”
Tak też często siedzi w nas kłamca, który tylko wargami chwali Najwyższego Boga…
Oj jak bardzo potrzebujemy Bożego Miłosierdzia…

Ale do czego zmierzam!

Kochani, z naszymi grzechami jest naprawdę różnie.
Jest kilka „grup” grzeszników, którzy naprawdę rozmaicie swój grzech traktują.
Dlaczego o tym mówię?
Ponieważ tak bardzo nam brak świadomości...
Świadomości o sobie i swoim postępowaniu. Mydlimy sobie oczy, by "ładnie pachniało",
a zapominamy, że piana na oczach szczypie i boli...
ŚWIADOMOŚĆ JEST NASZĄ WOLNOŚCIĄ! To właśnie przez brak świadomości
dajemy się szarpać przez świat, albo popadamy w okropne słabości...

Niemniej wracając do tematu - jest kilka "sposobów" patrzenia na swój grzech.

Bywa, że ktoś grzeszy, ale kompletnie tego nie czuje… W jego ocenie nie robi nic złego, a co za tym idzie –
nawet przy spowiedzi nie czuje żadnego żalu… Spowiedź traktuje jak pewną czynność, którą „praktykuje się” od Święta.
Osoba ta nie planuje się poprawiać czy nad sobą pracować. Zwykle nawet nie wie gdzie ma swoje Achillesowe pięty.

Inni zaś grzeszą - wiedzą że grzeszą - ale tak wielce są przekonani, że i tak zostaną zbawieni, iż spowiedź traktują niemal jak wizytę w sklepie.
Jak towar, który się po prostu należy i bez względu na to czy chcą się poprawić czy nie, i tak „spowiedź i Komunia są dla nich (w ich mniemaniu) dostępne”.

Inni znów grzeszą, ale zdecydowanie mają tego świadomość. Nieustannie próbują walczyć. Walczą, upadają, spowiadają się, żałują, pokutują…
Ogółem – są na świetnej drodze do poznania swojej duchowości i doskonalenia jej.

Natomiast jest jeszcze jeden „rodzaj” grzeszników. Są to osoby, które skrajnie odczuwając swój grzech –
nieustannie tkwią w poczuciu zawiedzenia sobą i nie mogą – sumienie im nie pozwala – spotykać się z Bogiem w Komunii, modlitwie etc.
Taka postawa skutecznie oddziela duszę od Boga...
i nie jest to właściwa pokora, a raczej skrupuły, które mają na celu zniszczenie relacji człowieka ze Stwórcą.

Stąd też pojawia się myśl – że potrzebujemy ŚWIADOMOŚCI!
Potrzebujemy rozeznać siebie i to, w jakim położeniu względem grzechu jesteśmy.
Dlaczego?
Otóż dlatego, że aby dobrze walczyć z grzechem, musimy chociaż odrobinę przyjrzeć się swojemu przeciwnikowi.
Ze Złem się nie rozmawia, Złu się „nie oddaje tym samym”… Ale!
Zło powinno się znać – rozpoznawać mocą Boga. Nasza dusza powinna być wrażliwa jak radar – a jest to możliwe dzięki Bożej łasce.
Wówczas wszelka walka z grzechem stanie się „bardziej znośna”.
Nie będziemy popadać w niebezpieczne skrajności - od depresji po euforię, od oschłości duszy po wielką chęć służby Bogu...
Nie będziemy zbyt zuchwali ani przerażeni wizytą w konfesjonale.

Musimy nauczyć się rozpoznawać to, co się w nas i z nami dzieje – czyli zadawać sobie pytania:
-czy upadam bo nie wyciągam wniosków ze spowiedzi…?
-a może upadam bo Pan Bóg chce mnie złamać a następnie wzmocnić...?
-czy Pan Bóg – z jakiejś mojej słabości/grzechu – próbuje wyciągnąć nadrzędne Dobro? 
Wiemy przecież, że czasami rzeczywiście dzieje się tak, iż Pan Bóg pozwala nam na nieświadome przyjęcie pokusy
– aby przez nasz grzech – wypełnił się jakiś zamysł Boży. Tak jak przez grzech oprawców Jezusa,
dopełniło się słowo proroków. 

Często słyszałam następujące słowa: "skoro Pan Bóg chciał żeby spełniła się Jego wola i posłużył się ludźmi, którzy "musieli zgrzeszyć" by wszystko się wykonało,
to dlaczego nagle są "tymi złymi" i zostają skazani na potępienie?"
No tak, taki bieg zdarzeń byłby rzeczywiście nieco dziwny i  może nawet niesprawiedliwy...
Ale przecież Pan Bóg nie jest takim złośliwcem.
W cytacie, który przytoczyłam na początku wpisu, czytaliśmy że ci - do których były kierowane te słowa - zabili Jezusa ale uczynili to w duchowej nieświadomości.
Czyli co jest z tego najważniejsze? Jaka jest puenta?
Otóż puenta jest taka, że jeśli człowiek okrutnie zgrzeszy ale zrozumie swoją winę i przyzna, iż w swojej nieświadomości obraził Boga 
wówczas - nawet jeśli ten grzech był ogromny! – ma prawo do Bożego Miłosierdzia. 
W Piśmie Świętym jest napisane „Zabiliście Dawcę życia, ale (…) działaliście w nieświadomości (…) pokutujcie”.
Widzimy więc, że grzechy nie są mierzony jakąś skalą "wielkości". Występują niewymiernie "od najmniejszego do największego"
ale co istotne, usprawiedliwiane są w jeden i ten sam sposób - mocą skruchy i pragnieniem pojednania się z Ojcem .

Problem w tym, że często brakuje nam tego zrozumienia...
Natomiast bez rozpoznawania grzechu… bez świadomości o nim, bez badania swojej duszy -
jedyne czego możemy się spodziewać to systematyczne staczanie na sam dół własnej duchowości.

Więc mówię dziś, Przyjacielu musisz znać! BOGA, SIEBIE i… przeciwnika!

I cokolwiek się dzieje – miej tego świadomość! Módl się o świadomość, która prowadzi do pojednania z Bogiem.
Świadomość to wolność! A co najważniejsze – choćby sto razy podwinęła się Tobie noga – to sto jeden razy możesz wstać!
Do pomocy dostałeś Chrystusa i mimo, że czasami grzeszysz i oddalasz się od Boga Ojca to Chrystus jest Twoim RZECZNIKIEM NIEBA!
Nie ma większego…
Nie ma bardziej kochającego…
Nie ma silniejszego!

Kochani! Wysyłam Wam moc błogosławieństwa i kreślę znak Krzyża na czółko!

-z Bogiem!

"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9)"