(Ef 4, 1-13)
Bracia: Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego.


Pierwsze zdanie ma już tyle odnóg, nad którymi się zachwycam, że muszę aż powstrzymywać myśli, by za daleko nie odpływać! :)

"więzień w Panu" - określenie, które jak dla mnie jest najpiękniejszą formą relacji człowiek-Bóg.
Być więźniem W BOGU to doskonała forma przebywania z Bogiem, będąc "uwięzionym" Jego Ewangelią, Jego Miłością, Jego Miłosierdziem!
Nie znam doskonalszego więzienia jak to, w którym przebywa dusza zjednoczona ze Stwórcą!

...ale idźmy dalej.

Kochani "postępować zgodnie z powołaniem".
Wiemy, że każdy z nas ma swoje powołanie - to ziemskie, ale przede wszystkim to, by wrócić do Boga i stawać się świętym.
Lecz bardzo często, ludzie - żyjąc z dnia na dzień - nie tylko nie myślą o tym co powinni robić na Ziemi : czym się zajmować, jakie talenty rozwijać, jak zabiegać o rodzinę etc. a już zupełnie nie myślą o tym, że powinni te wszystkie czynności robić z Bogiem w sercu. Czyli wykorzystując codzienność do stawania się świętymi.
Każdy z nas ma jedno nadrzędne powołanie - przyjęcie Zbawienia danego od Jezusa.
Dziś warto pomyśleć czy rzeczywiście my w to wierzymy. Czy wierzymy, że powrót do Boga jest naszym najważniejszym zadaniem życia. Nie dodatkowym zadaniem. Bóg nie jest dodatkiem. Ale że powołanie do świętości i powrót do Boga to tak naprawdę jedyny sens istnienia... a dopiero później ważne jest to co robimy tu, na Ziemi...
To kwestia wyboru. Czy gdy masz do zrobienia robotę "na wczoraj" a masz też zaległą modlitwę, Mszę Świętą etc. rozumiesz, że zawsze na pierwszym miejscu jest troska o duszę? I nie robisz łaski Bogu, że idziesz do kościoła. TO TOBIE JEST TO POTRZEBNE! Taka świadomość również uczy pokory, o której czytamy kilka wyrazów dalej... "z całą pokorą i cichością".

Mamy też genialny przystanek przy zdaniu "z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości"
Kochani, cierpliwość względem drugiego człowieka nie wystarczy. Nie wystarczy być cierpliwym znosząc chociażby czyjeś humory. Czasami człowiek znosi czyjeś okropieństwa a w sercu aż kipi z nienawiści... Czy to o taką cierpliwość chodzi? Raczej nie...
Cierpliwość często mylona jest z biernością lub obojętnością.
Ktoś robi źle, a my milczymy - rzekomo będąc cierpliwymi dla czyichś wybryków. Tym czasem zwyczajnie umywamy ręce, nie chcąc tykać tego, co i tak już od dawna nieprzyjemnie... rokuje.
"Jestem cierpliwa gdy dziecko robi to czy tamto" - jesteś cierpliwa, czy nie masz czasu aby reagować?
"jestem cierpliwa dla męża gdy mnie ignoruje, gdy zaniedbuje rodzinę czy robi to czy tamto" - a może zwyczajnie nie czujesz się na siłach, aby porozmawiać, zareagować, albo dla świętego spokoju milczysz bo wiesz, że każdą rozmowę przekierowujecie w kłótnie?
To nie jest cierpliwość.
Cierpliwość musi być połączona z miłością. Jeśli "cierpliwie" (biernie) kogoś znoszę, a w sercu kręcę na niego same wulgaryzmy i krytykuję, wyzywam i potępiam... To to nie jest cierpliwość połączona z miłością. Cierpliwość w miłości jest wówczas, gdy okazywana cierpliwość ma służyć dobru drugiego człowieka. Nie naszej wygodzie, obojętności czy niekiedy strachowi...
Tak wiele osób jest poniżanych, terroryzowanych psychicznie i CIERPLIWIE CZEKAJĄ aż to się zmieni. To nie jest cierpliwość... To jest brak reakcji na zło, które ich dotyka. Ze złem się nie dyskutuje, ale na zło się reaguje. A przynajmniej taką postawę pokazał nam Jezus, który w swoim życiu na każdy objaw ludzkiego zła, grzechu, słabości - miał odpowiednią reakcję. Nie przegadywanie, obrażanie, wyzywanie... Ale odpowiedzią był czyn wynikający z miłości. I owszem, jeśli na zło MASZ SIŁĘ by reagować milczeniem, pokorą, cichością - jak Jezus w czasie męki - jasne! Próbuj się w ogniu! Ale jeśli dotyka Cię zło, a Ty je mnożysz swoją postawą, to nie stój jak to ciele tylko reaguj! Ale reaguj w zgodzie z Bożym Przykazaniem miłości do drugiego człowieka! Ratuj siebie - bo też jesteś cennym człowiekiem - nie krzywdząc przy tym Twojego "oprawcy".

"Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. "
Początek zdania kieruje nas na słowo JEDNOŚĆ. Ten wyraz powinniśmy rozważyć indywidualnie w swoich sercach, gdyż jeśli ktoś nie rozumie pojęcia jedności, nie będzie umiał do niej zmierzać. Zwłaszcza, że w obecnych czasach bardziej popularne jest to co jest "moje, twoje, jego, jej" ale nie "nasze" nie "wspólne"... Nawet małżeństwa, które przed Bogiem stają się jednością, dzielą wszystko od linijki, aby broń Boże nie być na czymś stratnym... Nawet człowiek - będąc po spowiedzi, po Komunii w jedności z Bogiem, odmierza co jest jego a co Boże - a najlepiej żeby Pan Bóg najmniej się wtrącał...
JEDNOŚĆ!
Nie Twoje, nie moje, nie brata czy siostry... ale Ty rezygnujesz ze swojego "moje", On rezygnuje ze swojego, każdy rezygnuje z egoistycznego "ja" i pakujemy się w JEDNOŚĆ proponowaną przez Boga. I nie znaczy to, że Ty już nie jesteś indywidualną jednostką, która ma swoje cechy i swoje charakterystyczne talenty etc. Zupełnie nie. Ale Twoje cechy i Twoje talenty przekuwasz dla dobra nadrzędnego - by służyć braciom i Bogu w miłości. Ze swojego dajesz, a tak naprawdę gdy pojmiesz, że wszystko co Twoje pochodzi od Boga, to wówczas dając "ze swojego", wiesz, że posługujesz darami Bożymi. A Bóg nie ma względu na osoby, dlatego chce dzielić każdemu. Zgodnie ze swoim zamysłem.
Jeden jest Pan,
jedna wiara,
jeden chrzest...
jedna nadzieja.
...i jeśli w to wszystko wejdziemy - każdy z nas indywidualnie - nie ma wówczas opcji, by być dla siebie wrogami/przeciwnikami... Bo jeśli Ty i ja żyjemy w jednej nadziei, wierzymy w jednego Boga i przyjęliśmy jeden i ten sam chrzest dający Ducha Pańskiego...
Jak możemy być przeciwnikami?
Teraz więc pojawia się pytanie... jak bardzo każdyz nas żyje w innej wierze, służy innemu Bogu i jak bardzo mamy inne nadzieje, skoro ludzie nie mogą się dogadać...

I ostatnie genialne zdanie "Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego."
Bóg działa ponad wszystkim - tak więc skąd w nas lęk i strach w doczesnym życiu?
Bóg działa we wszystkich - skąd więc odtrącenie bliźnich, skoro i w nich jest Chrystus?
i ostatnie... Ofiarowana nam łaska według miary daru Chrystusowego. Jasno napisane, że każdy z nas otrzymał łaskę. KAŻDY Z NAS... A niekiedy nie potrafimy jej zlokalizować... Co więcej, każdy z nas ją otrzymał, a my wciąż zamiast cieszyć się ze swojej, szukamy dziury w całym i patrzymy że ten czy tamten bliźni (w naszej ocenie) dostał więcej, ma lepiej... ma łatwiej...
Skąd w nas - ludziach (grzesznych, omylnych i słabych) tyle negatywnego spojrzenia na świat...?
Jezus patrząc na ludzi, świat a nawet na grzech - widział drogę zbawienia... My patrzymy na ludzi, świat, niekiedy na rodzinę... i w ciąż widzimy nędzę, zło, "pod górkę", zawiść... Brakuje nam spojrzenia, które jest Bożym spojrzeniem...

Czy chcemy to w sobie zmienić?

Kochani, na ten cudny dzień, życzę nam wszystkim mnóstwo optymizmu! I nie głupkowatego optymizmu, ale rozumnej radości, która JEST! Bo jest z nami Jezus! Nieustannie! A jeśli w to wierzymy, wówczas nic nie może nam odebrać szczęścia! Bo szczęściem duszy jest Duch Pański - a On działa! i nie zostawia nas samych! :)

-z Bogiem!

"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9)"