W dzisiejszym czytaniu, dosłownie pierwsze zdanie dotknęło mnie natychmiast. 
Prawda zawarta w słowach Izajasza, która ukazała moje życie w kontekście do owych słów "Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem."
Co mam na myśli?
Otóż właśnie w moim życiu nie zawsze było tak kolorowo jak podaje cytat.
Izajasz (w czytaniu 50,5) miał to szczęście, by chlubić się powyższymi słowami...natomiast ja? Mogłabym napisać nieco inaczej...
"Wiele razy gdy Pan Bóg otworzył mi ucho, ulękłam się i cofnęłam".

Z jednej strony człowiek modli się o więcej, a później gdy zobaczy co Pan Bóg przygotował, zaczyna się "kurczyć" w swoich lękach, aż w końcu ucieka.
...taka postawa jest jeszcze gorsza niż gdyby nieświadomy człowiek oddalił się od Ojca.
Ale takich aktów lęku było w moim życiu wiele, dlatego nieustannie modlę się o Boże Miłosierdzie nad moją niewierną duszą.

Dzięki Bogu pamiętam też takie chwile, gdy Pan Bóg objawiał duszy coś, co wypełniałam natychmiast. Mimo, że wpierw wydawało się to nie do ogarnięcia, była w duszy jakaś nieprzebrana potrzeba aby to spełnić. Jakie były efekty owej wierności? ZAWSZE genialne...

Dlaczego więc wciąż, gdy przychodzi chwila próby, człowiek boi się stanąć na wodzie?
Odpowiedź, jak mniemam, jest bardzo prosta. Bowiem, aby całkowicie usłuchać Bożego głosu, trzeba wyzbyć się atencji oddawanej podszeptom Złego.
On będzie gadał - zawsze - bo zawsze chce o nas walczyć, ale cała sztuka polega na tym, aby w chwili przemówień Szatana, bronić się mocą Boga.
I właśnie tego nie zawsze potrafię upilnować...
...pozwalam, by Zły jednak miał swoje pięć minut i namieszał mi w głowie.
A później zostaję sam na sam z jego argumentami, co gorsza uznając je za słuszne.
Uciekam więc w jaskinię swoich lęków, czując się tam pozornie bezpieczna.
Ale to błąd. Bo Bóg nie chce abyśmy lądowali w jaskiniach swoich ograniczeń - jak niegdyś Adam, próbował się schować przed Bogiem. 
Pan Bóg ciągle nas szuka, chce abyśmy poczuli się wolni i bezpieczni - nawet na froncie walki.

Czy zauważyliście, że człowiek, który boi się przyjąć potęgę Boga, nieustannie chodzi wspak? Ciągle się cofa, mimo że uważa, iż idzie do przodu. Patrzy przed siebie, ale kroki stawia wstecz. Do czego więc dojdziemy, maszerując w przeciwnym kierunku Nieba?

Bóg zaprasza do wspólnego dzieła i ukazuje duszy piękno Swojej obietnicy "ze Mną jarzmo jest lekkie".
...ale człowiek analizuje, przepuszcza doświadczenia z życia przez rozum i odpowiada Bogu "Panie, ale chyba tak się nie da... A przynajmniej ja się nie nadaję do tego, co próbujesz mi pokazać".
Bezsensowne przegadywanie, które prowadzi donikąd...
Dlatego dziś, nie mam złotej rady - bo sama wciąż walczę, upadam, robię uniki a później uderzam się w pierś, widząc że znów uciekłam...
Ale zostawiam Wam refleksję w kontekście do Waszego życia i zostawiam też prośbę. Abyście ocenili się nie tyle surowo, co sprawiedliwie (na ile ludzka ułomność potrafi)
Stańcie z sobą w prawdzie, gdyż to jest pierwszy krok do poprawy.

Nie powiem "róbcie tak, róbcie inaczej" - bo radzenie zazwyczaj jest zgubne, dla doradcy i dla słuchającego...
Niemniej pozostawiam Wam wolną przestrzeń wyboru...
...albo odnajdziesz siebie w roli tego, który za głosem Boga idzie - albo uzmysłowisz sobie, że od wielu lat siedzisz w krzakach czy jaskini swoich lęków, unikając Boga i przyklaskując pomysłom Złego.

Z Bogiem Kochani! Obyśmy mogli iść do przodu, naprzeciw lękom, naprzeciw strachom i naszym wyobrażeniom na temat życia i śmierci.




"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9)"