...bo prawdziwe spełnienie zaczyna się od tego, co rodzi się w duszy. Na ile ona zbliża się do Boga, na ile odpowiada na Boże zapytania i zawołania Niebieskiego Ojca... Każdy z nas powinien dążyć do takiego spełnienia - czyli odkrycia siebie w Bogu i Jego Mądrości. Przyjmowania i ofiarowania Miłości jako nadrzędnego celu i sensu życia.

(Mdr 7, 7-11)
Modliłem się i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł mi z pomocą duch Mądrości. Oceniłem ją wyżej nad berła i trony i w zestawieniu z nią za nic uznałem bogactwa. Nie zrównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobec niej jest garścią piasku, a srebro przy niej będzie poczytane za błoto. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo blask jej nie ustaje. A przybyły mi wraz z nią wszystkie dobra i niezliczone bogactwa w jej ręku.

REWELACJA!!

Dzisiejsze czytanie - o młodzieńcu, który pyta jak można osiągnąć zbawienie - zwykle analizowane jest w myśl ukazania hierarchii ważności rzeczy materialnych w kontekście do Boga i bliźniego. Ale dziś chciałabym spojrzeć na ten fragment Pisma Świętego w innym aspekcie. Nie skupiając się na tej "standardowej" kwestii, a raczej ukrytej Mądrości Bożej przejawiającej się w każdym zdaniu.

I teraz spójrzmy na Mądrość Jezusa, który przemawia do młodzieńca. Młodzieniec pyta co trzeba zrobić, aby być zbawionym. Dodaje też, że od dziecięcych lat przestrzega prawa - na co Jezus odpowiada "jednego ci brakuje, sprzedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim".

Oho, pojawiają się schody w drodze do zbawienia. Młodzieniec odchodzi zasmucony. Nie tak sobie wyobrażał drabinę do Nieba.
Ale właśnie....

Słowa Jezusa są genialnym sformułowaniem! Te słowa "jednego ci brakuje"nakreślają faktyczny stan rzeczy. Przeanalizujmy - "Jednego ci brakuje", czyli Miłości. Właśnie ona jest bramą Nieba, bramą do Zbawienia. "majątek sprzedaj i rozdaj ubogim" - czyli postaw biedę bliźniego ponad własny majątek i dobrobyt. Mówiąc inaczej, okaż miłość bliźniemu.

Tak Przyjacielu, możesz stanąć na rzęsach w przestrzeganiu zasad, możesz być nad-aktywnym katolikiem (cokolwiek to znaczy), możesz dzień w dzień na klęczkach chodzić do kościoła albo odprawiać wszystkie modlitwy...ALE - jeśli nie uczynisz tego z miłością, w pokorze i duchowym ubóstwie, wówczas Jezus dostrzeże ten brak. "Jednego ci brakuje"... Miłości.

Ale spójrzmy dalej. Gdy później zapytano Jezusa "któż więc może być zbawiony?", Chrystus odpowiada "u ludzi to niemożliwe". A dalej odpowiadając, Nauczyciel wskazuje kierunek zbawienia, ponownie mówiąc o Miłości. Nie jest to powiedziane wprost, lecz Jezus mówi "u Boga wszystko jest możliwe". U Boga, czyli w Miłości - w Miłości nie ma ram i określników.

Swoją drogą to zdanie, że u ludzi zbawienie jest niemożliwe budzi lekką grozę, ale wbrew temu, że oschle brzmi - ono jest niezwykle piękne. Dlaczego? Zaraz wyjaśnię.

Wróćmy jeszcze na moment do czytania.
Kolejno Jezus mówi, że każdy kto zostawi swoją doczesność dla Niego i Ewangelii, otrzyma stokroć więcej. Mówiąc inaczej, każdy kto porzuci to co ziemskie jeszcze za życia, otrzyma już za życia swój Raj. Swoją wolność. Niebo, które dla człowieka schodzi na Ziemię gdy ten porzuci swe majętności/zaszczyty i dobrobyty w imię Jezusa. Mówiąc jeszcze inaczej...Jezus mówi o tym w jaki sposób żyć, aby Bóg (Miłość) przepełniła człowieka już tu na Ziemi. By Pan Bóg przeniknął życie człowieka i obdarował go "stokroć więcej" niż mogą to zrobić wszelkie złota tej Ziemi...

I wróćmy teraz do zdania, że zbawienie u ludzi jest niemożliwe.
Tak, żaden człowiek nie ma takiej mocy, aby sam siebie zbawić. Pan Jezus w całym tym czytaniu - w cudowny sposób - łączy zbawienie człowieka z pewnymi "podpunktami". Mówi "rozdaj bogactwo ubogim" (okaż Miłość) , "zbawienie jest w Bogu" (zaufaj Miłości) oraz "kto porzuci doczesność, stokroć więcej otrzyma już tu na Ziemi" (musisz przyjąć Miłość, Bożą Mądrość, która chce Ci dać wolność). Jezus łączy zbawienie człowieka z Miłością do bliźniego, Miłością do Boga oraz z pragnieniem Miłości dla siebie samego. Mamy tu podstawowe przykazanie "kochaj bliźniego jak siebie samego i Boga ponad wszystko".

Przyjacielu, jeśli zostaniesz "tylko" człowiekiem uniuranym w grzechu, wówczas będzie kłopot, aby sam fakt iż jesteś istotą ludzką doprowadził Cię do Zbawienia. Jeżeli zostaniesz tylko w tym co ludzkie i nawet jeśli będziesz przestrzegał Bożego prawa od kropki do kropki...nawet jak będziesz pomagał biednym (bo tak nakazuje prawo), ale braknie w Tobie cząstki Boskiej jaką jest Miłość...(przyjęta i ofiarowana) wówczas dosięgnie Cię największa bieda... Bieda na życie wieczne.

To co my - jako stworzenia Boże - mamy w "pakiecie ludzkim" nie wystarcza abyśmy mogli dojść do Zbawienia. Dopiero gdy otwieramy serce na "pakiet Boski" - w tym Miłość... dopiero wtedy wkraczamy na ścieżkę Raju.
I to jest ta niesamowita Mądrość Boża! To jest to światło, które powinno nam przyświecać na myśl o Zbawieniu. Największą Mądrością jaką Bóg nam "odsprzedał" jest ta wiedza, że Miłość jest naszą bramą do Raju. Taka doskonała "trójca", o którą musisz się strać to właśnie Bóg, bliźni i Ty. Ty musisz pokochać Boga, w Bogu bliźniego i w Bogu siebie. Mądrość Boża zawsze wskazuje na Miłość. Miłość jako klucz do wszystkiego, a jednocześnie Bóg we własnej (potrójnej) osobie jest ową Miłością. Jej źródłem.

Kochani, módlmy się o Mądrość Bożą. O to, by Ona ukazała nam sens i cel Miłości. I tak, można mechanicznie wypełniać uczynki, które będą przypominały miłość... ale gwarantuje Wam, że mechaniczne uczynki "miłości" doprowadzają człowieka do umęczenia i wykończenia. Bo Miłość do bliźniego (nie do żony, która Ci się podoba czy męża, w którym się zakochałaś i łatwo Ci jest obdarzać ją/jego uczuciem. Nie mówiąc o dzieciach, które są oczkiem w Twej głowie) ale miłość do bliźniego czyli OBCEGO człowieka - jeśli jest wymuszona i sztuczna - prędzej czy później Cię wykończy. Nie udźwigniesz jej bo ona musi być DAREM I ŁASKĄ. I jeśli Mądrość Boża nie wskaże Ci prawdy o Miłości...wówczas całe życie możesz się męczyć, nie czując sensu prawdziwej Miłości, a co więcej nie będziesz bliżej Nieba nawet o krok, czyniąc jakieś zakłamane gesty względem braci. Niby dobre, a generujące Twój gniew i niechęć...

I tak, dla bliźnich masz się wypalić - umierać...z Miłości - i zrobisz to tylko wtedy, gdy prawdziwie pokochasz Boga, gdy pozwolisz Mu działać. W Tobie! W Tobie Jego siłą.

Kochani - prośmy o Bożą Mądrość i pamiętajmy, że uczynki bez Miłości, "prawo" bez Miłości nie mają nic wspólnego ze Zbawieniem.
Druga rzecz - zbawienie pochodzi od Boga, Miłości - a żaden człowiek nie ma siły, by pozyskać Zbawienie.
Trzy, spróbuj pomyśleć nad Twoją "trójcą": Bóg, bliźni i Ty.

Do dzieła!!

-z Bogiem! :)

"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9)"