Witajcie Kochani! Ostatnio w dłuższym wywodzie rozprawiałam o kościele wschodnim i Święcie Świąt, czyli naszym święcie Wielkiejnocy, natomiast dzisiaj uderzę w innym kierunku,mianowicie podzielę się z Wami kilkoma faktami na temat Całunu Turyńskiego :)
Kwestie Całunu bywają dość kontrowersyjne, albo ujmując to inaczej - wciąż trwa "przeciąganie liny" i pojawia się polaryzujące pytanie, gdzie leży prawda na temat tej tkaniny? Cóż mogę powiedzieć? No właśnie nie chciałabym mówić zbyt wiele, nie jest moim celem rozstrzyganie, przekonywanie. Sama śledzę badania, które wciąż są czynione i układam w głowie to, co przedstawiają naukowcy.
Nie jest pewnie tajemnicą, że w moim przypadku - jako osoby wierzącej - pojawia się element wiary. Nie podchodzę do sprawy czysto naukowo, bowiem dostrzegam w tym płótnie coś niesamowitego. I nie chodzi o wyliczanie jakichś dowodów, ale ogólnie przemawia do mnie myśl, iż jest to coś, co przekracza nasze ludzkie wyobrażenia.
Dlaczego?
Chociażby dlatego, że na nasze obecne możliwości, rozwiniętą naukę - choć nie jestem ekspertem i mogę się mylić - to wydaje się, że zbadanie kawałka materiału i wydanie JEDNOZNACZNEJ opinii, to nie jest problem. A skoro jednak jest, to kwestia Całunu wydaje się być już dostatecznie intrygująca.
Niemniej - jak zawsze i ze wszystkim - jeśli chcemy obrać jakieś stanowisko, musimy być otwarci na wszelkie informacje i pozwalać im docierać do naszego rozumu. Niekiedy bywamy (zaczerpnijmy do zbioru kolokwializmów :)) ) bywamy zafiksowani i tak mocno trzymamy się czegoś, co przyjęliśmy za prawdę, iż później cała reszta przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Miał być krótki wstęp, ale jak zwykle nie wyszło. Cóż więc, Kochani tym razem nie zapraszam Was do przeciągania liny pt. czy Całun jest prawdziwy czy nie, ale zapraszam Was ponieważ chcę się z Wami podzielić historycznym zagadnieniem tej tkaniny, gdyż prawdopodobnie niewiele na ten temat wiemy.
Jako, że nie jestem historykiem i osobiście nie prowadzę żadnych badań, to już na wstępie pragnę zaznaczyć, że wszystkie dane historyczne zaczerpnęłam od mądrzejszych ode mnie :)) Tak więc nie są to moje badania, dociekania itd. a raczej zredagowanie treści, które przeczytałam/usłyszałam i wydały mi się na tyle rzetelne, iż chciałabym Wam je streścić.

Zapraszam!

Jako, że przedmiotem tych rozważań jest Całun - a raczej jego historia, spróbujmy krok po kroku (z drobnymi lukami czasowymi, gdyż nie wszystkie informacje zostały chronologicznie spisane, by nie zamęczyć Czytelnika) przeanalizować.
Prawdą jest, że występuje mnóstwo wzmianek na przestrzeni wieków, które o Całunie mówią. Zwykle wiedza o Całunie kończy się na tym, że człowiek dowiaduje się o jego istnieniu, ewentualnie wnioskuje czy jest to prawdziwy materiał, którym owinięty był Chrystus czy też nie i właściwie na tym temat się kończy.
Niektórzy historycy uważają, że jakiekolwiek informacje na temat Całunu (rzetelne informacje) przypadają na ok. 50. XIVw. niemniej więksi optymiści w tym temacie sądzą, iż wiarygodne wzmianki o płótnie są zapisane wcześniej.
Cokolwiek odnotowało się na kartach historii w różnych jej źródłach, warto się temu przyjrzeć i przeanalizować.

Historia Całunu rozpoczyna się od starcia Bizancjum (pod wodzą Kurkuasa) z Arabami ok. 943r. Jest to o tyle ciekawe zagadnienie, że w tym starciu, Bizancjum było na wygranej pozycji - mogło pokonać przeciwnika - a mimo to, nieoczekiwanie podjęło (wydawać by się mogło) nieracjonalne kroki. Mianowicie? Przyjęto bowiem propozycję rywala, który poprosił o zaprowadzenie pokoju.
Tym bardziej zaskakuje przebieg zdarzeń, gdyż wojska bizantyjskie nie były w takim położeniu, by z obawy o ewentualną przegraną musiały ten pokój przyjmować. Jak czytamy w źródłach przedstawiciele arabscy szybko wyczuli, że cesarz musi mieć jakiś powód - a dokładnie interes - aby przyjąć propozycję o zawieszeniu broni. Dzieje się rzecz ciekawa, bowiem Konstantyn VII godzi się na pokój, ale czyni to z zamiarem zysku. Ceną za pokój jest płótno, które Arabowie mają w posiadaniu. Konstantyn VII prosi o wydanie ów płótna, znajdującego się wówczas w świątyni Hagia Sophia w Edessie, tym samym gwarantując zakończenie walki.
Aż budzi się pytanie - cóż to za płótno, jak szczególne musiało być, skoro nawet zaniechano zbrojeń i zrezygnowano z pewnej wygranej, by móc je pozyskać?
O jakim płótnie tutaj mowa? Otóż śledząc historyczne źródła, dowiadujemy się tylko tyle, że wspomniane "tajemnicze" płótno było wynoszone 2 razy do roku w uroczystej procesji na ulice miasta. Niesiono je w specjalnej szkatule, ludność nie miała do niego dostępu - wyłącznie wielcy dostojnicy posiadali ten przywilej, aby obejrzeć materiał.
Trudno wnioskować dlaczego wspomniany materiał był tak bardzo cenny, na tym etapie nie ma opisów, które jawnie wskazywałyby, że mowa o Całunie, aczkolwiek zmierzając "po nitce do kłębka" w późniejszych źródłach odczytamy, iż płótno to przedstawiało postać - wizerunek postaci, która czczona była przez lud.
Co ciekawe, Arabowie widząc, że cesarzowi zależy na płótnie, nie tracili czasu i okazji, aby idąc za ciosem pozyskanego wcześniej pokoju, postawić dodatkowe żądania (które raczej pasowałyby dla strony wygranej, niż tej która ledwie uszła z życiem). Ta sytuacja kolejny raz pokazuje jak cenne w oczach Konstantyna VII było płótno, dla którego poniósł rzeczywiste straty finansowe, a także na honorze/godności.
Proces przejęcia płótna był bardzo oficjalny i dostojny, przy czym samo wydanie materiału przyniosło małe kłopoty. Mieszkańcy Edessy wcale nie chcieli oddać płótna i wymyślono plan, że gdy przybędzie biskup Abraham (wysłany po materiał), zamiast oryginału, otrzyma kopię. Niemniej biskup nie dał się łatwo oszukać, a płótno ostatecznie trafiło - niesione w uroczystej procesji - do Konstantynopola, do kościoła Matki Bożej Blachereńskiej w 944r.
Płótno wystawiono też do wglądu publicznego - czego nie robiono w Edessie, w Hagia Sophia. Co więcej, współrządzący z Konstantynem VII cesarze, kazali umieścić płótno na tronie cesarskim w pałacu audiencyjnym, co stanowiło symbol przekazania władzy Chrystusowi nad państwem i stolicą. Pojawia się więc wzmianka, że płótno łączone jest z osobą Jezusa Chrystusa. Możemy domyślać się, że chodzi o to płótno, które znamy jako Całun Turyński, ale czy na pewno?
W tym czasie - na prośbę cesarza - spisano dzieje płótna. Zapisane jest, że na materiale widoczne są ślady krwi. Dalej, innym dokumentem wspominającym o płótnie, była homilia Grzegorza Referendarza, który jako świadek tych wydarzeń określił płótno jako odbicie, naznaczone kroplami krwi, wypływającej z serca osoby w niego zawiniętej - osoby Chrystusa. W Homilii rękopisu Watykańskiego greckiego mowa jest również o odbiciu, na którym widoczne jest całe ciało - odbicie tego ciała - czyli widnieje krew z ran i z klatki piersiowej.
Ponieważ budziły się znaki zapytania czy mandylion to jest ten sam materiał co Całun oraz czemu na mandylionie jest tylko odbita głowa, a na Całunie całe ciało, ciekawą odpowiedzią na te zagadnienia może być tekst mnicha Symeona, który sugerował że Całun był złożony "podwójnie na czworo". Ta informacja jest bardzo znacząca, ponieważ w prosty sposób pozwala wyjaśnić dlaczego raz była widoczna tylko głowa Zbawiciela, innym razem płótno przedstawiało postać od pasa w górę, a jeszcze w innym przypadku - całe ciało osoby zmarłej z charakterystycznie ułożonymi rękoma na łonie.
Oczywiście co do tożsamości mandylionu i Całunu było wiele wątpliwości. Dziś także mówi się o chuście z Oviedo - jako chuście, którą owinięto twarz Jezusa w grobie (osobno Całun) oraz jest także chusta z Manoppello, którą przypisuje się św. Weronice, która otarła twarz Chrystusa. Rzekomo chusta ta była przekazana właśnie do Konstantynopola i zwana była Chustą z Kamulli (od nazwy miasta). Ostatecznie chusta trafiła do bazyliki św. Piotra w Rzymie.
Oczywiście w kwestii mandylionu-Całunu pojawiały się także "ludowe opowieści", które to modyfikowały wersję zdarzeń. Jedną z nich była legenda, że mandylion-Całun był podarowanym płótnem królowi Abgarowi (przez samego Jezusa) - co byłoby nieco dziwne, skoro Całun miał przedstawiać wizerunek Jezusa po śmierci, a nie wizerunek ciała Chrystusa po tym, gdy wytarł pot ze skroni (jak podaje legenda). Niemniej później ta wersja uległa zmianie i rzekomo Jezus miał się cały położyć na płótnie, co tłumaczyłoby odbicie całego ciała. Jakkolwiek o mandylionie-Całunie mówiono sporo i różnie, istotne jest to, że mówiono, że materiał ten był żywo obecny wśród ludzi - nie tylko wiernych, ale i władców. Że miał ogromną wartość i był wielokrotnie opisywany, czczony, oglądany. Te wzmianki historyczne pokazują, że sprawa Całunu nie wyłoniła się jak "spod dywanu", nagle. Dzieje tego płótna są opisywane, obecne, a fenomen tego płótna (nie przesądzając czy w oddźwięku pozytywnym czy negatywnym, ale mówiąc w ujęciu fenomenu, jako zjawiska) trwa do dziś.

Kochani w tym miejscu przerywam i zostawiam otwartą furtkę do następnego wpisu. A w kolejnej części artykułu będzie oczywiście ciąg dalszy historii Całunu :)))
Jeśli ktoś chciałby poczytać coś więcej na ten temat, zachęcam do sięgania po rzetelne źródła, a nie po artykuły, których w Internecie jest na pęczki a co drugi mówi jedynie o pewnej subiektywnej opinii na dany temat.
Ja osobiście miałam okazję oglądać mnóstwo filmików na YouTube, czytać różne prace, aczkolwiek na temat Całunu zdecydowałam się napisać dopiero po przebytym kursie na studiach, gdzie temat ten był czytelnie wyłożony przez prof. Tomasza Graffa. Poszlaki historyczne, które tutaj przedstawiam są właśnie owocem pracy Profesora, co ja jedynie z pasją powtarzam, ujmując to we własnej narracji.
Tak więc w następnej części artykułu, ciąg dalszy czystych faktów o historii Całunu. Kwestia wiary i osobistych wniosków, to zupełnie inna para kaloszy i w ten aspekt nie będę się zbytnio zagłębiać. Decyzja leży po stronie każdego z Was z osobna - czy Całun jest płótnem, w którym owinięty był Chrystus, czy jest to tylko materiał, w okół którego jest głośno dla podtrzymania kultu religijnego i medialnej sensacji.

"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9)"