Witam się z Wami serdecznie!
Dziś druga część artykułu o Całunie Turyńskim. Jak zwykle powiem, że jeśli ktoś nie czytał pierwszej części, to serdecznie polecam, by do niej wrócić i złapać całość wypowiedzi. Podejmuję temat Całunu głównie od strony historycznej, co wydaje mi się bardzo interesujące, gdyż o tych zagadnieniach zdaje się niewiele wiemy. Opierać się będę m.in na wykładach i pracy Profesora Tomasza Graffa, który temat Całunu bardzo czytelnie wykłada na Uniwersytecie Papieskim UPJP2, a także zaproponuję Wam sugerowane przez Niego źródła na temat Całunu, czyli chociażby "Całun Jezusa Nazarejczyka" - Wydawnictwo WAM, oraz "Templariusze i Całun turyński" Barbara Frale. Kto lubi tego typu zagadnienia, to serdecznie polecam. Oczywiście w Internecie nie brak informacji o Całunie, także nawet wpisując w przeglądarkę "Całun Turyński" znajdziecie mnóstwo wiadomości, aczkolwiek zachęcam do ostrożności i do selekcjonowania treści - szukania bibliografii, sprawdzania źródeł i badania czy aby na pewno nie czytacie czyjejś subiektywnej historii (chyba, że zostaliście o tym uprzedzeni, to jak najbardziej, co kto lubi :)) )

Część II

Innymi przesłankami o mandylionie-Całunie były zeznania, iż był on widziany np. w procesji w Konstantynopolu w 1058r. Była również mowa o płótnach, znajdujących się w grobie po Zmartwychwstaniu, płótno widział i adorował Ludwik VII w czasie II krucjaty w 1147r. Widział je także w Konstantynopolu Gerwazy z Tilbury, oraz król jerozolimski Amalryk, który mówi o płótnie "prześcieradło zwane Całunem, w którym owinięty był Chrystus". Te słowa - gdy odczytamy je bez namysłu, brzmią jak kolejny zlepek danych. Niemniej gdy na moment skupimy się na ich wydźwięku, uświadomimy sobie, że ktoś kiedyś za oczywiste i naturalne uważał, że Całun był materiałem, w którym owinięty był Chrystus. W obecnych czasach głównie toczą się spory odnośnie tego czy Całun Turyński jest oryginalny, czy też nie, ale tak mało myśli się o tym, że kiedyś Całun był żywo adorowaną relikwią, przypominającą o Zmartwychwstaniu Jezusa. Nie byłoby Całunu, gdyby Jezus został w grobie. Władca nie kładłby zwykłego prześcieradła na tronie, oddając mu symboliczną władzę nad narodem, gdyby nie był to wyjątkowy materiał, związany z historią Jezusa.
Wracając jednak do historii, dzieje płótna nie dotykają - jak widzimy zresztą - tylko ludzi wierzących. Płótno miało ogromne znaczenie w ogólności. Jak pisałam we wcześniejszej części artykułu, materiał ten był żywo obecny wśród ludzi i nie bez powodu władcy "wyrywali" go sobie z rąk, niekiedy płacąc za to wielką cenę.
Inną nazwą Całunu było także określenie "święty synod Chrystusa" (biała, lniana tkanina, która owijała całe ciało) - a określenie to pojawia się w 1201r. przed upadkiem Konstantynopola.
Jedno możemy powiedzieć z całą pewnością, iż w stolicy Bizancjum czczono przedmiot, którzy przedstawiał odbicie ciała (z przodu i z tyłu - jak podawał mnich benedyktyński) i płótno to traktowano jako prawdziwy całun, którym owinęty był Chrystus po męce krzyża. Najczęściej mówiło się o nim jako o odbiciu wizerunku i to z pewnością nie malowanym. Utrwalonym w dziwny sposób, ponadludzki "nie-ręką-ludzką-uczyniony".
Co jeszcze interesujące, gdybyśmy mieli wątpliwości czy te wszystkie wzmianki historyczne opowiadają o Całunie, który znamy my - bo przecież mogłoby się okazać, iż mówimy o jakichś dwóch innych materiałach - to mamy możliwość dopatrzeć się ciekawej rzeczy. Mianowicie, na bazie płótna, które opisywano wówczas w różnych dokumentach, powstaje wizerunek Jezusa - ikonografia. Ukazuje ona obraz Całunu, oraz postaci na nim "odbitej" - tak, jak my widzimy obecnie. Dzieło to jest bardzo szczegółowe, dlatego możemy przypuszczać, że autor tworząc je, patrzył na prawdziwy Całun. Skąd te wnioski? Chociażby dlatego, że na ikonografii został uchwycony nawet taki element jak widoczne 4 palce u dłoni postaci, co wskazywało na przykurcz kciuka po wbitym gwoździu w nadgarstek Jezusa, a także odwzorowano 4 "otwory" Całunu - jak 4 otwory po pożarze, które uszkodziły materiał i ów uszkodzenia znamy doskonale, gdyż widnieją na płótnie.
Ostatnim, który poczynił opis mandylionu-całunu był Robert Cari (opis ten jest obecnie w Kopenhadze). Mówi o całunie, w którym owinięty był - cytuję - "Nasz Pan". Wspomina, że całun ten we wszystkie wielkie piątki jest podnoszony ku górze, by widzieć (być może adorować) postać widniejącą na materiale.
Robert zapisuje również inną informację, mianowicie, że niewiadoma jest dalsza historia tego płótna, po tym gdy napadnięto miasto. Pojawia się wiele koncepcji, nie brak spekulacji cóż mogło się wydarzyć - czy Całun przejęli templariusze (o tym nieco później), czy został potajemnie wywieziony do Aten. Wywiezienie Całunu do Aten jest wersją dość prawdopodobną, gdyż to Otto de la Roche w czasie IV krucjaty potajemnie wywiózł całun i był on tam właśnie widziany. Idąc tym tropem, dochodzimy też do zapisków Teodora Angelosa, który pisał do papieża Innocentego III, by relikwia została zwrócona Grekom. W opisie tym, płótno opisywane jest jako materiał, w którym owinięty był Chrystus po śmierci. Warto dodać, że zapiski te są znane pod postacią kopii - nie oryginału - tak więc poszlaka nie jest w 100% potwierdzona poprzez źródła historyczne.
Inną wersją co do "wędrówki Całunu" jest wysłanie go przez Baldwina II (cesarza Konstantynopola) w 1241 r. do króla Francji, do Saint Chapelle (była to niejako karta przetargowa, by król Francji, św. Ludwik IX wspomógł zachodniego cesarza Konstantynopola w walce z przeciwnikiem). W kontekście tych zdarzeń, trafiamy na zapiski o "części całunu, którym owinięto ciało Jezusa w grobie".
Historia przejęcia całunu przez templariuszy po 1204r. jest również intrygująca, choć nie wiadomo w jakich okolicznościach mieliby go przejąć. Jedno jest wiadome, że nawet jeśli weszliby w jego posiadanie, to z pewnością próbowaliby tę informację zataić. Dlaczego? Chociażby z obawy przed koniecznością oddania go papieżowi, a także z obawy przed karą za kradzież i handel relikwiami.
Jedna z wersji przejęcia Całunu przez templariuszy jest taka, iż nabyli go za duże pieniądze (czego nie wolno było czynić z relikwiami) oraz, że trafił do nich zanim został przeniesiony do Aten. W każdym razie - skąd w ogóle myśl, by templariusze mieli cokolwiek wspólnego z Całunem? M.in dlatego, że byli oskarżani o oddawanie czci jakiemuś "brodatemu bożkowi" , "bożkowi z ciała". Przyjmowani do grona templariuszy adepci, widzieli wizerunek Chrystusa z całunu - albo chociażby jego część, czyli właśnie "brodatą głowę". Jeden z templariuszy sam przyznaje, iż widząc ten wizerunek, zmuszony był do trzykrotnego ucałowania ów płótna.
O takiej wersji zdarzeń - że templariusze jednak mają wiele wspólnego z Całunem - przekonana jest jedna z badaczek tego tematu, niejaka Barbara Frale. Barbara odnosząc się do brodatej głowy,podaje trzy wersje zdarzeń. Twierdzi, że wspomniany wizerunek mógł przedstawiać Hugona z Paynes - pierwszego mistrza templariuszy, Trójcę Świętą (jako Boga z dwiema głowami - Ojca i Syna) lub finalnie brodata głowa - to głowa z Całunu Jezusa.
O możliwości, że jednak to Całun znajdował się w zakonie, mówi także jeden z przyjętych do grona templariuszy (o nim też pisze B.Frale) - Wilhelm Bos, który rzekomo widział monochromatyczny rysunek na jasnej tkaninie. Zeznał on, że postać na płótnie była jakby z bieli i czerni i oddał jej cześć.
Inni templariusze, mówili również o rysunku na płótnie - z tą różnica, że był on namalowany czerwoną farbą. Pani Barbara Frale znajduje jednak odpowiedź względem różnorakich wspomnień wizerunku czy koloru Całunu, bowiem twierdzi, iż w zależności od tego czy stoi się od niego z dala czy tez z bliska, jego wizerunek się nieco zmienia.
Skracając już nieco opowieść, warto też dodać, że w gronie templariuszy ukazującą się postać na całunie nazywano Zbawicielem i że templariusze pocierali swoje lniane sznury o płótno (jako symbol ze śmiercią Jezusa)
Z templariuszami i płótnem, które być może posiadali, wiąże się jeszcze postać Galfryda de Charney, który spłonął na stosie. W skrócie - chodziło o wyproszone u Klemensa VI odpustów dla wszystkich przybywających do świątyni w Lirey. Trudno sobie wyobrazić, że papież przystałby na taką prośbę, gdyby nie to, że w zamian za to Całun trafił do świątyni w Lirey i tam od 1357r. był wystawiany. Postać Galfryda rzuca światło na ewentualną możliwość, że własnie to on był w posiadaniu Całunu, w czasie gdy "zniknął" w czasie IV krucjaty. Być może znajdował się we Francji, gdzie możliwe, iż był również wystawiany. Skąd takie przypuszczenia? Otóż w 1855r znaleziono pielgrzymi znaczek w Paryżu - na tym właśnie znaczku widnieje wizerunek Całunu - z przodu i z tyłu. Co więcej, w 1389r. Galdryd II pisał do antypapieża Klemensa VII, prosząc aby ponownie wyraził zgodę na wystawianie Całunu. W kwestii wystawiania płótna, nie było jednomyślnych stanowisk. Wpierw nakazano mówić, że nie jest ono oryginałem, później znów zmieniono to określenie - w każdym razie stanowiło element sporny.
To co widoczne jest na Całunie do dziś, to fragmenty gdzie był nadpalony. W 1532 r. miał miejsce pożar, z którego ledwie udało się wynieść Całun. Miejsca gdzie także odnotowano przechowywanie płótna to Turyn, Mediolan, Varcellia i Nicea. Ostatecznie trafił do Turynu - na prośbę św. Karola Boromeusza. Co ciekawe, Karol porównał Całun - godnością - do sakramentów i porównywał Całun do "jakby" przebywania w obecności człowieka, który umiera. Od 1983r. Całun jest własnością papieży - dzięki darowiźnie Humberta II Sabaudzkiego na rzecz Jana Pawła II.

Jeśli ktoś coś ciekawego jeszcze wie, znalazł, odkrył, wyśledził - piszcie i dzielcie się, chętnie poczytam. Tymczasem życzę Wam wspaniałego dnia i już zapraszam do nowego artykułu - a wcześniej, do nowego odcinka z serii Chodź Na Słowo !!

"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9)"