Witam Cię drogi Czytelniku! :)
Dziś chciałabym Cię zaprosić do odczytania i przemyślenia tekstu, który poniżej proponuję. Mierzę się w nim z zagadnieniem Jezusa, jako "wyjątkowego kaznodziei-cudotwórcy".
Taki temat rzadko kiedy stanowi przedmiot naszych rozważań. "Naszych" - czyli wierzących, wychowanych w wierze katolickiej już od dziecka (pomijam oczywiście ludzi, którzy zjadają zęby na badaniu tego typu zagadnień). Zazwyczaj po prostu przyjmujemy fakt, że Jezus jest Bogiem, więc siłą rzeczy był (jest) wyjątkowy i to oczywiste, iż utworzył Kościół, którego jesteśmy częścią.
Niemniej gdy sięgniemy do historii, wówczas ukazują się naszym oczom pewne zagadnienia, które finalnie mocno skracają tą "oczywistość", że akurat Jezus - "zwykły" cieśla, miałby być przyjęty przez lud jako Bóg - a co więcej, że na bazie Jego życia i nauki, miałby powstać Kościół.
Brzmi dziwnie? Być może, ale jeśli prześledzisz tekst, który chcę Ci dziś zaproponować, to sam/a zobaczysz, że jest wiele spraw, które rzucają piękne światło na działalność Chrystusa.
Ja osobiście jeszcze mocniej doceniłam Boży fenomenalny zamysł Objawienia w Osobie Jezusa i jeszcze mocniej przylgnęłam do Ducha Świętego, bez którego Kościół nie byłby możliwy (no, chyba, że Pan Bóg pierwotnie wymyśliłby go inaczej niż jest obecnie :)) - myśl całkiem abstrakcyjna, nie kontynuuję )

Zapraszam! :))

Gdy pytam co wyjątkowego jest w Jezusie jako wędrownym kaznodziei-cudotwórcy, to znaczy, że nie sam fakt bycia „kaznodzieją-cudotwórcą” jest tutaj kluczowy. Cała uwaga skupia się na wspomnianej „wyjątkowości”, która staje się o tyle intrygująca, o ile uzmysłowimy sobie, że za czasów Jezusa, a także przed Nim i po Nim, wcale nie brakowało mędrców, proroków czy przywódców zgromadzeń, którzy charakteryzowali się nieprzeciętną elokwencją, inteligencją a nawet zdolnością czynienia cudów. Bazując chociażby na Słowie Bożym, wiemy iż przed Jezusem było mnóstwo osób, które nie tylko miały dar do pociągania za sobą tłumów, ale także realnie wpływały na społeczeństwo oraz kształt historii i zasłużyli się, aby dziś o nich wspominać. Podobnie w źródłach historycznych – czytamy o mędrcach, władcach, potencjalnych "mesjaszach" i "zbawicielach", czy wielkich postaciach jakie wiążemy z nurtami filozoficznymi. Nie brakowało ludzi, którzy sami zwali się mesjaszami. Nie brakowało przykładów zgromadzeń, które uważały, że ich przywódca-mesjasz zaprowadzi porządek w państwie. Jezus nie był pierwszym kaznodzieją, który zgromadził grupkę osób, a później pociągał tłumy mądrością czy cudami.
Niemniej historie "mesjaszy" i zgromadzeń, które wówczas tworzono (nierzadko zresztą), zawsze kończyły się tak samo. Wichrzycieli burzących spokój w państwie należało uciszyć, a gdy uderzono w pasterza, owce rozpraszały się jedna po drugiej. Jak czytamy w Słowie Bożym, Dzieje Apostolskie 5,1 - gdy Apostołom zagrażała śmierć, ponieważ po Zmartwychwstaniu Jezusa rozpoczęli prężną działalność, jeden z faryzeuszy mówi: "jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi [ta sprawa], nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem." - te słowa Gamaliela pokazują nie tylko jego mądrość, ale być może sugerują, że ów radę wyciągnął z doświadczenia. Bowiem historia już pokazała, że jeśli samozwańczy-mesjasze próbowali swoich sił, bez pomocy Bożej, niemal w schematyczny sposób przesądzony był los ich zgromadzeń. Brak przywódcy równał się brak grupy.
Niemniej w Apostołach jest coś, co niepokoi Najwyższą Radę i władców. Skoro zabito Jezusa, jak to się dzieje, że Jego uczniowie nie tylko podejmują trud głoszenia, ale w nieoczekiwany sposób zaczynają robić to samo co On - łącznie z cudami, których przecież nie można się nauczyć jak tabliczki mnożenia. Ale o Apostołach później...
Wróćmy do pytania o wyjątkowość Chrystusa.
Skoro w osobie Jezusa nie chodziło tylko o mądrość, spójną filozofię – a już tym bardziej nie o siłę fizyczną, gdyż Chrystus się nią nie posługiwał w celach „nawracania” – to co było w Nim aż tak szczególnego? Co przesądziło, że Jego nauka stała się potężną drogą życia duchowego i Jego Kościół trwa do dziś? Czy byłoby to możliwe, gdyby w historii Jezusa nie funkcjonował czynnik boski, który tak wielu próbuje zanegować? Idźmy więc dalej. Dlaczego Jezus wyróżnia się spośród innych kaznodziejów-cudotwórców?
Zatrzymajmy się przy kwestii cudów.
Dla wielu ludzi dowodem na to, że Jezus był wyjątkowy, mógłby być aspekt czynienia cudów. Niemniej choć wiemy, że są to zjawiska dość spektakularne, to po pierwsze występowały także przy udziale „magików/ czarnoksiężników” oraz wcześniejszych wysłanników Bożych – a także występują dziś, przy czym generują mnóstwo niejasności i wątpliwości. Sam cud nie zawsze może przekonać. Nie zatwardziałego sceptyka, (który na wszystko ma wyjaśnienie), a nawet nie osobę, której wydaje się, że gdy zobaczy cud, to jej życie duchowe się zmieni. Zjawiska, które wykraczają poza zdolności rozumu, są nieuchwytne empirycznie wcale nie stanowią fundamentu do tego, by oddać za kogoś życie – co czynili bez wahania późniejsi wyznawcy Chrystusa. Jak tłumaczył sam Jezus - cuda były "dodatkiem", aby ludzie zwrócili uwagę, że dzieje się coś nadprzyrodzonego. One miały być bodźcem, co nie oznacza, że stanowiły istotę.
Cóż więc w Chrystusie wyjątkowego?
Chcąc mówić o Jezusie w ogóle, jedynie dla formalności wypada zaznaczyć, iż fakt Jego istnienia jest potwierdzony w wielu źródłach – niezależnych religijnie. Tematem spornym jest forma określenia Jezusa jako…no właśnie – jako kogo? Nazywany jest mędrcem, prorokiem, przez niektórych wichrzycielem, jeszcze inni określają Go Bogiem, Mesjaszem, „mądrym królem” (w liście syryjskiego stoika, Mara Bar Sarapiona) 1, „człowiekiem mądrym, zwanym Jezusem” – jak podaje wersja arabska księgi Józefa Flawiusza2.  W historycznych źródłach o Jezusie czytamy chociażby u Tacyta czy Swetoniusza. O Jego nauce najwięcej dowiadujemy się oczywiście w Ewangeliach (chociaż dla niektórych to źródło jest mało rzetelnym źródłem prawd o Synu Maryi). Interesującym materiałem w kontekście do śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa, choć niewątpliwie spornym i budzącym kontrowersje, jest Całun Turyński. (Dygresja : zapraszam do artykułu na temat Całunu Turyńskiego - po śladach historii :)) ). Temat badań, spekulacji, ale także wielu poszlak historycznych. Na płótnie widać faktyczne ślady męki, oraz krwi. Amalryk napisze o Całunie „prześcieradło zwane Całunem, w którym owinięty był Chrystus” 3. Niemniej cytując słowa Richarda R. „Chrystus objawia się człowiekowi jako mądrość i sens, więc redukcją jest patrzenie na Jezusa jako na postać tylko historyczną”4 stąd nie skupiając się już więcej na „historycznym Jezusie”, spróbuję przejść do dalszej analizy Jego Osoby.

1 Marek Kita, Demonstratio Christiana-resume, str.1
2 Marek Kita, Demonstratio Christiana-resume, str.1
3 Tomasz Graff, Referat o Całunie Turyńskim
4 Richard R., Chrystus powszechny

Kochani, w tym miejscu przerywam, aby Was nie umęczyć i zapraszam serdecznie do drugiej części tego Artykułu, która pojawi się już niebawem :) Mam nadzieję, że chociaż troszkę jesteście zainteresowani dalszym ciągiem i dotrwacie do końca rozważań :))
Ściskam!
Miejcie się najlepiej! Z Panem Bogiem!

"Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5, 9)"